Jedna praca na całe życie? To już nie działa.
Przez długi czas myślałam, że jestem wyjątkiem.
Że coś ze mną jest „nie tak”, bo moja droga zawodowa nigdy nie była liniowa. Skończyłam architekturę wnętrz, pracowałam w branży hospitality, potem przez wiele lat byłam związana z IKEA, równolegle pracując jako coachka, konsultantka, projektantka, a także nauczycielka jogi. Zawsze szłam za tym, co na danym etapie miało sens i było w zgodzie ze mną. A jednak długo miałam w sobie poczucie, że „tak się kariery nie robi”.
Dziesięć lat temu siedziałam w Kopenhadze, przy azjatyckiej zupie, z Simonem – jednym z założycieli Space10. Opowiadał mi wtedy, że wcześniej kręcił dokumenty na Bliskim Wschodzie, potem stworzył Space10, a za kilka lat planuje wyjechać na Yukatan i pisać książkę. Pamiętam, jak bardzo mnie to wtedy poruszyło. Wydawało mi się odważne, nietypowe, niemal egzotyczne. Dziś widzę, że to nie była ekstrawagancja. To był zwiastun nowego modelu kariery, który dopiero zaczynaliśmy rozumieć.
Kilka tygodni temu oglądałm wykład Pani Alicji Kotłowskiej poświęcony m.in. karierze mozaikowej. link tu Słuchałam badań, historii, analiz – i miałam moment zatrzymania. To nie jest mój prywatny miszmasz. Nas jest więcej. I to, jak funkcjonujemy zawodowo, ma swoje uzasadnienie, swoją nazwę i swoje miejsce w świecie pracy. Pani Alicja bardzo klarownie pokazała, że dzisiejsze kariery coraz rzadziej przypominają jedną prostą linię, a coraz częściej są zbiorem etapów, ról, kompetencji i decyzji, które układają się w mozaikę.
zdjęcie z prezentacji The Great Re-Skilling Revolution: Building a Career for a Fast-Changing Job Market, o której mowa w artykule
To, co mówiła na wykładzie, bardzo mocno zarezonowało z moim prywatnym doświadczeniem. Kilka tygodni wcześniej siedziałam w Polsce z grupą przyjaciół – sześć osób, wszyscy w wieku 40–50 lat. I nagle mnie uderzyło, że nikt z nas nie robi dziś tego, co robił kiedyś. Pilot został terapeutą. Menedżerka logistyki uczy mindfulness. Prawnik pracuje dziś jako terapeuta TCM. Architektka wnętrz jest coachem. Prawniczka – psycholożką. To się dzieje dookoła.
Dane tylko to potwierdzają. Badania BLS pokazują, że osoby z pokolenia Baby Boom miały średnio 12,7 różnych stanowisk od 18. do 56. roku życia — to zdecydowanie obala mit jednej pracy na całe życie.” (Bureau of Labor Statistics) Coraz rzadziej mówimy o jednej karierze, a coraz częściej o wielu etapach zawodowych. Mit jednej pracy na całe życie po prostu przestał odpowiadać rzeczywistości – szczególnie w świecie, w którym technologie, potrzeby i kontekst społeczny zmieniają się szybciej niż kiedykolwiek wcześniej.
I tu pojawia się dla mnie bardzo ciekawy kontrast, bo mieszkam w Japonii. Japonia wciąż w dużej mierze funkcjonuje w modelu jednej pracy na całe życie. Studenci kończący studia bardzo często już wtedy mają zapewnione miejsce w firmie, z którą zostaną na dekady. Lojalność wobec pracodawcy, stabilność i ciągłość są tu nadal bardzo silnymi wartościami. Obserwowanie tego z bliska jest fascynujące, bo reszta świata coraz wyraźniej przesuwa się w stronę elastyczności i zmiany. Czasem czuję się tu bardziej obserwatorką globalnej transformacji niż jej uczestniczką – a czasem jednym i drugim jednocześnie.
Myślę, że szczególnie moje pokolenie – osoby dziś między 40 a 50 rokiem życia – było pierwszym, które naprawdę zderzyło się z tą zmianą. Problemem nie była tylko praca. Największym wyzwaniem była utrata tożsamości. Przez lata byliśmy uczeni, że zawód definiuje człowieka. Gdy zawód się zmienia, trzeba na nowo odpowiedzieć sobie na pytanie: kim jestem? Młodsze pokolenia dorastały już w świecie zmienności. Oni szukają zmian to pracodawcy robią wszystko żeby ich zatrzyamać. My byliśmy pokoleniem przejściowym – między stabilnością a niepewnością.
To, co staje się kluczowe w tej zmianie, to nie kolejne certyfikaty czy twarde kompetencje. Coraz większe znaczenie mają umiejętności miękkie: zdolność adaptacji, samoświadomość (!!!) , regulacja emocji, szybkie uczenie się , podejmowanie decyzji w niepewności. To właśnie one pozwalają przejść przez zmianę bez ucieczki i bez przemocy wobec siebie no i bez dramatów.
(…) Być może problemem nie jest to, że się zmieniamy. Być może problemem jest to, że wciąż próbujemy mierzyć nowe życie starą miarą.
To, co w tej globalnej zmianie zaczyna mieć dziś największe znaczenie, to nie są już kolejne kwalifikacje ani idealnie dopasowane CV. W karierze mozaikowej kluczowe stają się kompetencje miękkie — często niedoceniane, a w praktyce absolutnie decydujące o tym, czy zmiana jest rozwojem, czy tylko kolejnym źródłem napięcia. Zdolność adaptacji do nowych ról i kontekstów, umiejętność uczenia się w ruchu, bez poczucia, że „już powinnam wiedzieć”. Samoświadomość, która pozwala rozpoznać, tylko sygnał do zmiany. Regulacja emocji, dzięki której decyzje nie zapadają z poziomu paniki, wyczerpania czy strachu przed utratą tożsamości. I wreszcie — zdolność podejmowania decyzji w niepewności, bez gwarancji i bez pełnego obrazu, ale w zgodzie ze sobą.
Widzę to bardzo wyraźnie w pracy z kobietami: te, które potrafią zatrzymać się, nazwać, co się w nich dzieje, i świadomie przejść przez proces zmiany, wychodzą z niego wzmocnione. Te, które próbują „przeskoczyć” ten etap i tylko szybko znaleźć nową rolę, często lądują w kolejnym niedopasowaniu. Dlatego coraz mocniej wierzę, że kariera mozaikowa nie wymaga większej odwagi niż kiedyś — wymaga innego rodzaju dojrzałości.